10 kwi 2014

Zanudzę Was na fioletowo;)

Fiolety, fiolety, fiolety... aż do znudzenia;)
Dzisiaj mała mata/serweta:
 Szyta nie tyle z resztek, co z celowo ciętych elementów.
 Nie za duża, nie za mała, a w sam raz;) Ma ok.30*30cm. Wewnątrz cieniutkie bawełniane wypełnienie. Pikowanie maszynowe przez wszystkie warstwy.
 Miłego dnia:)... a jutro znowu coś w fioletach;) 
aż do znudzenia...

9 kwi 2014

Motyla poszewka...

Był czas, że ciągle dostawałam zapytania o nowe poszewki w motyle. Po krótkiej korespondencji okazywało się, że ta czy tamta osoba ma już kolekcję moich motylastych poduszek i przydałby się jakiś nowy wzór. W życiu nie wpadłabym na to, że ktoś może zbierać moje poduchy. A jednak;)
Ostatnim czasem nikt nie pytał, no bo zima to motyle raczej pochowane...
Teraz już mamy wiosnę a wraz z nią przyleciały nowe motylki:
 W tej tkaninie jestem zakochana! Jest obłędna!!!
Kolorystyka i motywy niesamowicie mi się podobają!
 Wg mnie z  tkanin w motyle to właśnie ta jest jedną z ładniejszych.
A Wam jak się podoba?

To tyle na dzisiaj:)
Pozdrawiam cieplutko!

8 kwi 2014

Samotny tulipanek...

Dzisiaj mam do pokazania serwetę uszytą również z resztek. 
 Wierzch leżał pozszywany kilka miesięcy! Jakoś nie było czasu do niego wrócić...
 To są moje kolory: żółcie, pomarańcze... Tak słoneczne, że aż się cieplej robi!
 Dopiero teraz przyszło natchnienie co z tym zrobić... Wierzch zszywałam z myślą o poduszce, jednak teraz gdy przypomniałam sobie o tych żółciach nijak mi to na poduszkę nie pasowało... 
 Doszyłam miodową ramkę, naszyłam tulipanka i tak powstała wiosenna serweta...
...na święta jak znalazł!
Miłego dnia!

7 kwi 2014

Lawendowo...

Ciągle na widoku miałam worek z fioletowymi resztkami... Chyba się prosiły, żeby coś z nich uszyć;)
No to coś z nich w końcu uszyłam... 

Tak się złożyło, że co ręką zanurkowałam do worka to wyjmowałam jasne lawendowe kawałki...  
 ...z których ostatecznie wyszedł bieżnik, i to dość dłuuugaśny;)
 Bieżnik ma 119*31,5cm, czyli sporo... 
Co nieco dołożyłam z szafy, tym sposobem w miejsce skrawków, które ubyły z worka przybyło kilka nowych... Czy Wy też tak macie? Czy udało się komuś wyszyć wszystkie resztki tak, aby nic nie zostało? Mnie się niestety nie udaje pomimo najszczerszych chęci;)
 Jakiś czas temu (bodajże w styczniu) w Craft Fabric zakupiłam kilka ciekawych lamówek, lawendowa w krateczkę była wczoraj jak znalazł! Idealnie wkomponowała się w całość!
Miłego dnia Kochani!
Pozdrawiam cieplutko:)

3 kwi 2014

Wiosenne klimaty

Ostatnio mam fazę na wyjmowanie z szafy tkanin, których pozostały małe kawałki i wyszywanie ich do końca, tak żeby ani skrawek nie został!
Trzeba robić miejsce na nowe, które wciąż przybywają, a nie ma ich już gdzie upychać...
Z 0,5m resztki żonkilków uszyłam dwa jaśki:
Jeden od razu wybył w świat, drugi czeka na kogoś, komu wpadnie w oko;)
Po uszyciu jaśków pozostał jeszcze pasek, który wykorzystałam do uszycia dwóch mat:
 Żonkile idealnie wpasowały się w środek, wokół doszyłam żółtą i zieloną ramkę...
wypełnienie oczywiście moje ulubione: cotton batting.
Tym sposobem jeden kawałek bawełny ubył;)
Takich typowo wiosennych kawałków mam jeszcze sporo do wyszycia, ale znając życie pewnie zostaną na przyszłą wiosnę...

Miłego dnia:)

31 mar 2014

Minky...

Pięknie dziękuję za wszystkie komentarze pozostawione pod kompletem z ptaszkami:) Dodały skrzydeł, oj dodały!!!
W porównaniu do poprzedniego postu dzisiaj mam do pokazania całkiem skromne uszytki;)
Poszukując pilnie pewnej tkaniny natrafiłam w mej przepastnej szafie na stosik miluśkiego polarku minky upchniety z tyłu za bawełenkami...
Dawno już nie szyłam gryzaczków z metkami, do nich więc wykorzystałam część "minkowych" zapasów...
Tak więc powstało kilka "metkowców" z kotkami...
 Panel w kolorowe kotki leżał już dawno i póki co nie miałam na jego wykorzystanie żadnego pomysłu... 
 Tymczasem i rozmiarem kocich obrazków i nawet kolorystyką idealnie nadawał się właśnie na takie gryzaczki-metkowce. Wiadomo: maluszki uwielbiają wszelkie metki i tasiemki...
 dodatkowo żywa kolorystyka działa stymulująco na rozwój dziecka...
 tasiemki o różnorodnej fakturze dodatkowo wpływają na zmysł dotyku... Można je miętolić, tulić, gryźć... Jak widzicie same plusy!
Nawiązując do tytułu dzisiejszego wpisu pokażę jeszcze podusie z minky. 
Jakiś czas temu zakupiłam pół yarda bawełny w kolorowe sówki. Wystarczyło jej na przody dwóch poduszek. Prawda, że urocze?
Tyły poduch wykonałam z polarku minky: śliczny, żywy pomarańcz pasował idealnie! 
 Wypełnione są antyalergiczną kulką silikonową, mięciutkie, puchate i sprężyste:) Do prania w całości!
Powiem Wam, że odkąd odkryłam to wypełnienie zakochałam się w nim bez reszty! Nie ma lepszego!!!
...a do kompletu z pozostałej resztki uszyłam jeszcze dwa gryzaczki z metkami:
 ...na tyle wystarczyło sowiej bawełny:)
Na dzień dzisiejszy to tyle:) 
Życząc miłego dnia pozostawiam Was z jeszcze jednym sowim gryzakiem;)
Korzystając z okazji zapraszam do swojego sklepiku na Dawandzie, gdzie przez najbliższe dni można zakupić przedmioty w promocyjnej cenie

*(każdego dnia promocja na przedmioty z innej kategorii)


27 mar 2014

Ptaszki i domki:)

Uff, nareszcie udało mi się skończyć komplet, którego zajawkę pokazywałam w poprzednim poście. Piszę, że udało, bo tak faktycznie jest... Prawie cały luty przeżyłam na antybiotykach... Jak już miałam się zabrać za szycie to ledwo zasiadłam do maszyny, ledwo co ruszyłam, złamałam igłę i z odłamkiem igły w oku wylądowałam na okulistyce... Tym razem nie pomogły domowe sposoby, odłamek utknął gdzieś pod powieką i nie udało się go wypłakać:(
 Potem zachciało mi się (przecież córka tak prosiła, nie mogłam odmówić!) pojechać z klasą córki na basen zobaczyć jak moja Paula już sobie radzi w wodzie... Zerkałam z balkonu nad basenem, podziwiałam córcię i jej koleżanki, i wdychałam opary chloru unoszące się do góry... Po powrocie do domu padłam nieżywa z tak potwornym bólem głowy, że żadne tabletki nie pomogły (żadne z tych, które miałam w domu, a trochę ich mamy)... Wieczorem częściowo ból ustąpił, na tyle, że mogłam się ruszyć... Wyobraźcie sobie, że dwa tygodnie bolała mnie głowa! Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu... Mam nadzieję, że w ślad za wiosennym słonkiem przyjdą jakieś ożywcze siły, bo jestem nie do życia...
No, ale dość już marudzenia... Było, minęło, oby nie wróciło;)
Jak wspomniałam zaraz na początku udało mi się skończyć komplecik w ptaszki i ptasie budki:) Teraz będzie dość sporo zdjęć (post dla wytrwałych;)
 Komplet składa się z narzuty i czterech poduszek: dwa jaśki +dwie poduchy typu wałek dość pokaźnych rozmiarów... Wałki mają 75cm długości i ok.25cm średnicy.
 Powyższa narzuta to największa aplikacja mojego życia!
 Centrum w ptaszki i budki zawieszone na gałązkach ma wymiary 130*100cm!
 Aplikacje zajęły mi ponad 3dni! Jeden cały dzień to tworzenie projektu, rysowanie na papierze, wybór tkanin i podklejanie przerysowanymi na flizelinę dwustronną motywami, wycinanie, układanie na tkaninie wyciętych motywów i nareszcie prasowanie, aby wszystko dobrze się przykleiło... Kolejne dwa dni to obszywanie... Choćby nie wiem jak człowiek się śpieszył to maszyny nie przyspieszy, ona ma swoje tempo i tyle, a im drobniejszy ścieg tym niestety wolniej idzie...
 Narzuta jest bardzo gęsto wypikowana! Absolutnie nie wymaga więc prasowania po praniu!
 Centrum wypikowałam w pętelki, boczne ramki zygzakiem w miejscu łączenia, a boki w gęste przecinające się fale...
Dopiero przy tej narzucie poczułam co to ból ramion i jaką ciężką robotą jest pikowanie... Poprzednie moje narzuty były pikowane powiedzmy duuużo prościej, więc zanim zdążyło zaboleć już narzuta była wypikowana...
W ten sam sposób wypikowałam wałki. 
Boki są wiązane na troczki wg życzenia:) 
Mam nadzieję, że komplet spodoba się nowej właścicielce, do której może jeszcze dziś wyjedzie... 
... a ja robiąc sesję zdjęciową w pokoju mojej córki zachorowałam jeszcze bardziej na narzutę dla niej...
 i może nawet w takich kolorkach;)
 Dziękuję serdecznie za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz, bardzo lubię do nich wracać:)
Słonecznego dnia życzę Kochani!

3 mar 2014

Koniec...

chorowania!!! Ostatnimi czasy wiecznie coś! Raz to, raz tamto, do tego choróbska lub inne przypadłości:(
Pora wziąć się w garść, wyjąć co zaczęte i kończyć, kończyć... Tkaninki kolorowe, radosne to i myśli takie będą, a jak w głowie wesoło to i smutki-chorótki nie mają dostępu;)
 Pierwsze w kolejce do wykończenia są ptaszki i domki...
 Jeszcze trochę i niech lecą w świat...
do pewnej dziewczynki, która czeka i czeka...
***
Udanego tygodnia! 
Już tak pięknie pachnie wiosną w około,
 słonko grzeje coraz mocniej, 
aż żyć się chce!